Adam stał na progu wielkiego supermarketu, a jego serce biło szybciej niż zwykle. Dziś był ten dzień! Dzień cotygodniowych zakupów z mamą, ale dla Adama to zawsze była wyprawa pełna nieodkrytych ścieżek i tajemniczych zakamarków. Powietrze w środku pachniało świeżymi owocami i pieczonym chlebem, a z głośników płynęła cicha, wesoła muzyka, która zdawała się zapraszać do tańca. Adam mocno ścisnął rączkę wózka, który mama pchała przed sobą, i z błyskiem w oku rozejrzał się dookoła. Regały piętrzyły się wysoko, tworząc labirynt pełen kolorowych pudełek i lśniących opakowań. Każda alejka wydawała się prowadzić do innej krainy – krainy słodyczy, krainy zabawek, a nawet krainy tajemniczych warzyw, których nazw Adam jeszcze nie znał. Chłopiec wziął głęboki oddech, czując ekscytację. Wiedział, że za każdym rogiem może czaić się coś niezwykłego, coś, co tylko on, mały odkrywca, będzie w stanie dostrzec. Mama uśmiechnęła się do niego, widząc jego zapał. „Gotowy na naszą misję, kapitanie?” – zapytała, a Adam skinął głową z powagą. Ruszyli w głąb sklepu, a każdy krok Adama był krokiem w nieznane, w jego własną, małą przygodę.